Cykl liturgiczny jako kręcone schody (próba felietonu)

Przepraszam, jeśli ten tekst jest… Nomen omen, pokręcony. Nie był on publikowany na cerkiew.pl ani nigdzie indziej. Dlaczego wybrałam ten moment? Bo jesteśmy przy Niedzieli o Zacheuszu, a to właśnie od tych dwóch niedziel przygotowawczych do Przedpościa rozpoczęła się aktywność tego bloga. Czyli, można by rzec, historia zatoczyła koło… A de facto to nie do końca, o czym przekonamy się niżej 😉

Christ_Feast_SDing.jpg

1. Okrąg?
Słyszymy „cykl liturgiczny”. Albo: rok liturgiczny. Znowu to samo święto, więc historia i sam cykl zataczają koło. Mogłoby się wydawać, że to jakiś okrągły tor wyścigowy. 

stock-vector-empty-circle-track-racetrack-with-lanes-336758003a.jpg

2. Spirala?
Jednakże, jak każdy doskonale wie ze swojego doświadczenia, nie ma dwóch takich samych Bożych Narodzeń, Jordanów, Grabarek itd. Każdego roku dane święto, post, każdy dzień przeżywamy inaczej. Jak pisała poetka: Nic dwa razy w życiu się nie zdarza i nie zdarzy. Zatem, przechodzimy do modelu spirali:

spiral.png

3. Kręcone schody
Ale przecież życie duchowe to progres, a nie latanie w kółko w „trochę inny sposób”. I ten progres ma być wspomagany poprzez rok liturgiczny. Ponawiany, cykliczny, zawsze nieco odmienny, a przede wszystkim… Posuwający nas do przodu, do góry. I tak dochodzimy do cyklu liturgicznego jako spiralnych/kręconych schodów.

schody.png

4. Teraz
Wraz z biegiem życia pniemy się do góry po schodach. Kąt nachylenia zależy od różnych czynników. Każdy stopień to dane święto. W kolejnym roku/cyklu liturgicznym jesteśmy stopień „nad”. To też ukazuje jednocześnie prawosławne pojmowanie świętowania, obchodów liturgicznych. Dane święto to nie wspomnienie, lecz coś realnego. To jest coś, co dzieje się DZISIAJ, TERAZ – obydwa słowa tak często występują w prawosławnych hymnach.

5. Przyszłość?
Jednak jest to zarazem spojrzenie w górę, do przodu, w przyszłość – z nadzieją na ostateczne i pełne spełnienie słów Proroków i samego naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Ale to patrzenie na Paschę Wiekuistą, a nie wybieganie do przodu do kolejnego święta, albo do roku później. Bo, po pierwsze, takie wchodzenie po schodach to po prostu nieuwaga, coś groźnego. Po drugie, nie wiemy, na którym stopniu (czyli na jakim dniu jakiego roku) dojdziemy do celu, tj. zakończymy to ziemskie życie.
Nie można też przeskakiwać stopni, czyli czegoś przyspieszać w swoim życiu duchowym, bo to również grozi upadkiem, kontuzją.

6. Nie patrz w dół/za siebie
Nie patrz w dół, nie oglądaj się za siebie. Ta, niczym żona Lota. Na schodach może nam zawirować w głowie, możemy się też zdekoncentrować. Czyli, nie powinniśmy patrzeć na to, że „och, na Paschę 2010 roku to i słoneczko świeciło, i ptaszki wiosennie śpiewały, i tak liturgicznie było fajnie, i baciuszka powiedział krótko, a zarazem na temat, i dzieci w cerkwi nie marudziły, na świąteczne śniadanie było tyle osób i nikt się nie pokłócił”, ale „na Paschę dwa lata temu to katastrofa: zimno i deszczowo, jeszcze drzewa pąków nie wypuściły, tego Wedla na Kanonie fałszowali i przedłużali, goście się pochorowali”. Lub: „w Wielkim Poście 2008 to udało mi się w ogóle ryby nie jeść, i takie przemyślenia, i ta Eucharystia w środę w trzecim tygodniu!, ale rok potem masakra, nie wytrzymałem i zjadłem tego łososia, nawet z podstawowym prawiłem modlitewnym było ciężko, a co żeby iść wieczorem na Liturgią w piątek!” (sytuacje zmyślone, aczkolwiek nieco oparte na faktach).
Zwłaszcza w obliczu strat ludzi, rzeczy czy sprzyjających okoliczności (chyboczący się, dziurawy lub przykrótki stopień) spojrzenia w przeszłość (na mocny, szeroki, wyścielony schodek) mogą być bolesne, to jątrzenie ran. Z kolei jak jest dobrze, to można dojść do wniosku, że choć człowiek mniej się starał, to nie było tak źle, więc występuje tu ryzyko „odpuszczenia sobie”, brania złych przykładów. To nie znaczy, by zapominać o minionych święta, postach. Bardziej chodzi o to, by o nich pamiętać, a nie je nieustannie wspominać. Bo i tak te przeżycia, przemyślenia, wymodlony czas, doświadczenia niesiemy w sobie, pnąc się po tych spiralnych schodach, co nam pomaga w pokonywaniu kolejnych stopni…

7. Poręcze
Można iść do góry po schodach, nie wspierając się. Jednak czemu sobie nie ułatwić życia? Poręcze to Sakramenty, modlitwa, post, lektura duchowa. Łatwiej się wtedy idzie po tych schodach cerkiewnego roku liturgicznego, kiedy wie się, na jakim stopniu się jest, i stara się nie tylko nie spaść, ale chwilę odpocząć (święto na schodku), by potem pewnie iść na stopień następny (post przygotowawczy do danego święta, albo po prostu wigilia święta). By prawdziwie czerpać radość i przesłanie z danego momentu cyklu liturgicznego, jak i momentu życiowego.

8. Co u góry?
To zależy od nas. Jak ktoś Boga kocha, i z tą miłością do Niego i drugiego człowieka piął się do góry, to z Bogiem będzie mu dobrze, będzie szczęśliwy, że wreszcie z Nim jest, i to na wieki. Jeśli jednak ktoś szedł po tych schodach niechętnie, bez przekonania, spotkawszy Boga, może stwierdzić, że Go nie zna (tudzież Bóg może stwierdzić, że nie zna tego człowieka). Po co z Nim przebywać? Albo: czy w ogóle ktoś na tej górze jest? Więc następuje… Bach, i poniżej podłogi, poziomu ziemi – także na wieki.

3 The Awesome (Last) Judgment.jpg

PS 1: Refleksja jest na podstawie słów, jakie mi powiedział pewien znajomy prawosławny Amerykanin, Thomas, kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia AD 2017. Została rozbudowana, jak wchodziłam po kręconych schodach na chór wolskiej parafii w Wigilię tychże Świąt.

PS 2: Jeszcze co do dwóch niedziel przygotowawczych do Przedpościa, od których ten blog rozpoczął swą bytność. Już w pierwszym wpisie porównałam ten cały układ drogi do Paschy właśnie do drabiny, można tu też powiedzieć: schodów.  Co więcej, w tamtym artykuliku wspomniałam, że uzdrowienie ślepca spod Jerycha oraz spotkanie Zacheusza to dwa ostatnie wydarzenia przed Niedzielą Palmową (tzn. mamy jeszcze wskrzeszenie Łazarza w Sobotę Palmową, ale to już bezpośrednio rozpoczyna szczyt Historii Zbawienia). Do powitania palmami Chrystusa wjeżdżającego do Jerozolimy, by podniósł ze śmierci rodzaj ludzki, przygotowujemy się właśnie w Przedpościu i w Wielkim Poście, a właściwie to już od tych dwóch wcześniejszych niedziel. Zatem na koniec Wielkiego Postu znajdziemy się w tym samym miejscu, w którym byliśmy w te dwie niedziele przed Przedpościem. Ale będziemy przecież po wędrówce po kolejnych stopniach Triody Postnej, będziemy wypełnieni modlitwą, nowymi doświadczeniami i przemyśleniami. Więc niby to samo miejsce i sytuacja, a jednak nie do końca… Innymi słowy, będziemy po przejściu jednej spirali, stopień nad – analogia 😉

1eced90

Reklamy

Jeden komentarz na temat “Cykl liturgiczny jako kręcone schody (próba felietonu)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s