By Wielki Czwartek był prawdziwie wielkim (felieton)

WSTĘPNIE
Święty i Wielki Czwartek, jak każdy inny dzień Świętego i Wielkiego Tygodnia, powinien być jednym z najważniejszych dni dla każdego prawosławnego chrześcijanina – to kontekst indywidualny – ale i dla całej parafii – to kontekst wspólnotowy. Oczywiście, Wielki Czwartek zaczyna jednak Triduum Paschalne, dlatego też przewyższa trzy wcześniejsze dni Wielkiego Tygodnia. Ba, Ojcowie Cerkwi przez kilka pierwszych wieków zaliczali Wielki Czwartek do grona 12 największych świąt, choć Wielki Tydzień ma swoją odrębną, szczytową rangę. W tradycji koptyjskiej po dziś dzień Wielki Czwartek należy do grona 14 największych świąt. To pokazuje, jak ważny jest ten dzień.

16464652874_e3a52448f7_b.jpg

W Triodzie Postnej mamy zapisane wszystko odnośnie tego dnia; lektura hymnów i komentarzy odnośnie spraw liturgicznych pozwala zauważyć, iż w wielu parafiach – mam wrażenie, zwłaszcza w Polsce – w praktyce mijamy się z tymi zapisami, i to mocno. Tu nie chodzi o to, by wypełnić wszystko co do joty, bo prawosławne księgi liturgiczne są dedykowane w pierwszej kolejności wspólnotom monastycznym, i wypełnienie tego dokładnie (czyli np. śpiewanie – a nie czytanie! – wszystkich sticher – bez pominięć!, i powtarzanie ich podaną liczbę razy) spowodowałoby to, że prawosławny wierny nie miałby innego wyboru, jak tylko ulokować się w najbliższej cerkwi z karimatą i śpiworem na okres Wielkiego Tygodnia. Ale chodzi o to, by zachować Ducha, i razem z Chrystusem przechodzić drogę Wielkiego Tygodnia.

Czego zatem nam brakuje w kwestii Wielkiego Czwartku, skoro wszystko mamy zapisane? 

a) Właściwych (a przynamniej zbliżonych) pór nabożeństw jego b) należytego podejścia (postawy).
Nie rozumiem, czemu ci, którzy walczą o umowne (!) daty poszczególnych świąt, nie walczą o godziny, których jesteśmy pewni, i to kluczowych wydarzeń historii Zbawienia. Zarówno pora jak i podejście rzutują na frekwencję na Liturgii Wielkiego Czwartku. Porównajmy ją w polskich parafiach prawosławnych z tą w polskich parafiach katolickich. Niestety, tutaj znacznie przegrywamy. Dalej: katolicki wierny naprawdę czeka na Liturgię Wielkiego Czwartku. Widać i czuje się, że do tej Liturgii się przykładają – nawet, jeśli w przeciągu całego roku z liturgiką jest u nich kiepsko. A u nas? Chyba bardziej czekamy na operowe wykonanie „Razbojnika” na jutrzni Wielkiego Piątku, która jest sprawowana o godzinie, kiedy powinna trwać/kończy się Liturgia wielkoczwartkowa.

W Serbii np. w kalendarzach prawosławnych jest wyraźnie powiedziane, że w Wielki Czwartek każdy prawosławny chrześcijanin, jeśli nie ma przeszkód kanonicznych, powinien przystąpić do Eucharystii. Każdy. Nie jest to tylko jakiś „wymysł” serbski – rosyjski teolog, o. Aleksander Mień, też już w pierwszych słowach na Wielki Post przypomina, że o ile w tym czasie częstotliwość przystępowania do Eucharystii należy uzgodnić ze swoim ojcem duchowym, to na Wielki Czwartek, by podejść z całą parafią do Świętego Kielicha, trzeba być po prostu gotowym. Stąd też np. w Serbii, jeśli ktoś ma do wyboru pójście na Jutrznię Wielkiego Piątku lub Liturgię Wielkiego Czwartku, wybierze to drugie. Bo owa jutrznia ma charakter czuwający, tylko jej początek jest wielkoczwartkowy; bo to Liturgia jest centralnym nabożeństwem Wielkiego Czwartku; bo ważniejsze tego dnia jest przystąpienie do Eucharystii – do Krzyża można podejść od późnego Wielkiego Czwartku wieczór aż do wieczerni Wielkiego Piątku, a Ewangelia Męki będzie jeszcze czytana: i to zarówno na Królewskich Godzinach Kanonicznych po kolei wg wszystkich 4 ewangelistów, jak i na wieczerni wielkopiątkowej w Ewangelii będącej kompilacją opowieści 4 ewangelistów czytaną na raz.
Od razu uprzedzam: to nie tak, że Strasti (Jutrznia Wielkiego Piątku) nie są ważne – one są bardzo ważne! Zawsze wychodzę z gulą w gardle z tego nabożeństwa. Ale w Wielki Czwartek to nie ono jest centrum. Ono stanowi centrum dopiero nocy (nawet nie wieczoru!) z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Dlatego zawsze, jak wchodzę do cerkwi o siedemnastej w Wielki Czwartek, czuję całą sobą, że to teraz powinna być Liturgia wspominająca (a właściwie: odnawiająca) Mistyczną, Ostatnią Wieczerzę, a nie już-za-chwilę krzyżowanie; i dostaję pomieszania w głowie, bo wracam do domu, i dopiero teraz skończyła się Mistyczna Wieczerza i będzie Getsemani… Zwróćmy uwagę, że Wielki Tydzień to jedyny czas w roku, gdzie dzień liturgiczny nie zaczyna się od wieczora (więc np. Liturgia Wielkiego Czwartku łączona z wieczernią jest wielkoczwartkowa faktycznie, a nie wielkopiątkowa), zaś większość nabożeństw została „wpasowana” w struktury nabożeństw dobowych, lecz jednak znacznie odbiega od schematu, np. Jutrznia Wielkiego Piątku jest de facto czuwaniem, a nie jutrznią.

OGÓLNE SPRAWY
1. Kolor szat liturgicznych – o ile wystrój cerkwi pozostaje czarny, to na wielkoczwartkowe nabożeństwa (jutrznia, godziny kanoniczne, Liturgia) powinny być one czerwone. Akurat do soboru, gdzie chodzę na wielkoczwartkowe nabożeństwa, tak jest – ale z tego co widzę, gdzieniegdzie bywa fiolet, a to jest kolor przede wszystkim Wielkiego Postu; ja wiem, że pewnie zamiar jest taki, by był to jaśniejszy od czarnego, ale nie za jasny. Ktoś powie, że to wpływ zachodni, takie rozróżnienie koloru szat, bo pierwotnie było rozróżnienie tylko na „jasne” i „ciemne”… Ale pierwotniej to w ogóle był jeden kolor, i tylko ewentualnie orariony i epitrachile mogły mieć różne kolor, vide Koptowie do dziś… Liturgika się rozwija, więc mamy różne kolor szat liturgicznych, każdy z przesłaniem, symboliką i celem wywarcia pewnych przeżyć na wiernych… Po co to tracić?…

2. Ikona na środku – mam wrażenie, że wiele polskich parafii po prostu nie ma ikony Mistycznej Wieczerzy. A to ona powinna być na środku tego dnia. Co więcej! Powinna być ona uroczyście wyniesiona w trakcie śpiewu troparionu Wielkiego Czwartku na jutrzni tegoż, poprzedzona świecami.
Jordania:

I powinna tam zostać aż do trzeciej Ewangelii jutrzni Wielkiego Piątku włącznie! Bo pierwsze trzy Ewangelie tego nabożeństwa oraz hymny (w tym troparion na początku!) pomiędzy nimi są wielkoczwartkowe; dlatego po dziś dzień w niektórych tradycjach (Serbowie, Ormianie), nazywa się ono nie tyle jutrznią, co „wielkim czuwaniem”.
Aleppo, Syria, pierwsza część (ta wielkoczwartkowa) Jutrzni Wielkiego Piątku:

beznazwynb.png

I Krzyż (cs. Raspiatije) powinien być uroczyście wniesiony dopiero przy śpiewie XV antyfony (Dziś wisi na Drzewie, cs. Dnies wisit na Drewie), czyli przed szóstą Ewangelią, a nie tkwić od początku tego nabożeństwa na środku świątyni, bo wtedy jeszcze jesteśmy w głębokiej nocy Getsemani wyszedłszy z Wieczernika (co nam przypominają ustawione po środku latarnie i świece trzymane przez nas w dłoniach), a nie od razu przy Krzyżowaniu.

Tirana, Albania:

13131164_592075214300834_9118568917524261088_o.jpg

Damaszek, Syria:

13116434_691724880931228_412358484088085081_o.jpg

Płowdiw, Bułgaria:

phoca_thumb_l_dsc_0015

Patrzę też na zdjęcia ze świata, czy to z Rosji czy z USA – ta ikona Mistycznej Wieczerzy jest przyozdobiona kwiatami na ten dzień; łacinnicy też, po raz pierwszy i ostatni od początku postu w Wielki Czwartek przyozdabiają ołtarz kwiatami. Niby szczegół, ale pokazuje postawę i jest jednym z elementów budujących atmosferę.

3. Ogłoszenia – ważne, by kapłani w trakcie ogłoszeń parafialnych w Niedzielę Palmową podkreślali rolę wielkotygodniowych nabożeństw, w tym tych ważniejszych, do których zalicza się wielkoczwartkowa Liturgia. Krótkie wytłumaczenie wiernym i zachęta na pewno choć trochę zwiększą frekwencję i świadomość; jeśli chodzi o moją parafię, zmarły już proboszcz entuzjastycznie nawoływał do uczestnictwa w wielkotygodniowych nabożeństwach, dokładnie opisując ich treść – aż się śmiałam w duchu, że mocno „spojleruje” wydarzenia najbliższych dni, ale to jednak działało na wyobraźnię i odczucia przynajmniej części parafian. Wręcz podkreślał, że Liturgia wielkoczwartkowa to „Liturgia Liturgii”, bo to z niej wywodzi się każda inna Liturgia.

JUTRZNIA
Na tym nabożeństwie czuje się, że jest to niesamowity (tutaj to słowo, tak nadużywane, pasuje) dzień – Wielki Czwartek. Z jednej strony świąteczny, a z drugiej tak dramatyczny i postno-ścisły. Więc mamy te czerwone szaty, melodie już-nie-postne, już nie ma pokłonów i klęczenia, już nie ma czytanego psałterza – Cerkiew w tym czasie skupia się tylko na sednie, odrzuca dodatkowe modlitwy, jest pełny świąteczny kanon miast trójpieśni. Ale zarazem Wielka Doksologia jest recytowana a nie śpiewana, jest to alleluja a nie Bóg i Pan, charakterystyczny, powolny i dostojny śpiew troparionu… Jest to nabożeństwo, które w swej hymnografii doskonale opisuje wielkoczwartkowe wydarzenia, tak bogate i wielowątkowe; osobiście kanon tego dnia uważam za jeden z najpiękniejszych w treści – ale też i melodii – ze wszystkich naszych kanonów. Jest to zarazem wspaniałe przygotowanie do Boskiej Liturgii Wielkiego Czwartku, do spełnienia Mistycznej Wieczerzy i udziału w Niej, tj. przyjęcia Eucharystii. Na tym nabożeństwie czuje się prawdziwie słowa Ewangelii: W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia?” On odrzekł: „Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka, i powiedzcie mu: Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami””. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę. Czyli: że już koniec nauczania Chrystusa dla ludu, co było przez ostatnie trzy dni (od Wielkiego Poniedziałku do Wielkiej Środy). Co więcej, Chrystus już jest tylko z najbliższymi w ostatnich Swych godzinach, to z nimi spożywa świąteczny posiłek – z tymi, których do końca umiłował. Znaczy też: z nami! O ile przyjmiemy Jego zaproszenie… A to było wystosowywane w wielu hymnach Przedpościa, Wielkiego Postu, w Niedzielę Palmową – wszędzie była mowa o tej zbliżającej się Wieczerzy Pańskiej… Czuje się na tej jutrzni, że oto czas przygotowań minął, nadszedł czas Paschy Starego Testamentu, i to od niej zaczyna się przecież nasza Pascha Nowego Testamentu, stąd ta nazwa: Triduum Paschalne.

Co zatem jest „nie tak” w naszych praktykach tego nabożeństwa?
1. W wielu parafiach w ogóle nie jest ono sprawowane.
2. Tam, gdzie jest celebrowane, odbywa się w Wielką Środę popołudniu/wieczór. A to czas wieczerzy w Betanii, gdzie kobieta namaszcza Chrystusa na pogrzeb. W Wielką Środę „pierwszy dzień Przaśników” jeszcze nie nadszedł! Kiedy powinno być ono sprawowane? Wczesnym rankiem w Wielki Czwartek. Żeby było kanonicznie, i żeby jak najwięcej osób mogło na nie przyjść, przynajmniej na fragment. Szósta lub siódma rano?…
3. Wspomniana kwestia wyniesienia ikony Mistycznej Wieczerzy.

Paschę żydowską spożywa się wieczorem, na czczo. Z tego zaczerpnęliśmy post eucharystyczny; jakże wymownym jest przygotowywać się cały dzień, począwszy od jutrzni, do przyjęcia Eucharystii na popołudniowej/wieczornej Liturgii! Oczywiście, jak ktoś jest słaby, wystarczy osiem godzin (lub sześć – zależy od tradycji i uzgodnień z duchownym) postu. Godziny kanoniczne – z wyjątkiem pierwszej, bo ta jest z jutrznią i ciut inna niż zwykle – z racji że nie są już postne, są krótkie, i mogą być przeczytane i bezpośrednio po jutrzni, jak i bezpośrednio przed Liturgią, to można dostosować elastycznie.

BOSKA LITURGIA WIELKIEGO CZWARTKU
Jedna z najważniejszych i najbardziej nietypowych Liturgii roku, a jednak często u nas jest tłem dla Jutrzni Wielkiego Piątku, co jest poważnym wypaczeniem. Przecież de facto sam Bóg ustanowił prawa tego dnia i tej Liturgii w Starym Testamencie (Księga Wyjścia), jak i Nowym. To dzięki uczestnictwie w tej Liturgii spełniamy przykazanie Chrystusa („Czyńcie to na Moją pamiątkę”), czuwamy modlitewnie w Getsemani, a potem nie uciekniemy jak zostanie pojmany, pójdziemy razem z Nim na Mękę i Krzyż. Jeśli oczywiście wytrwamy, ale w tym ma nam pomóc ta Liturgia, skoro na niej mamy przyjąć samego Chrystusa w Eucharystii, w dzień Jej ustanowienia.

To na tej Liturgii powinno się odczuwać szczególną więź wspólnoty parafialnej. Bo mamy kapłanów – naszych pasterzy, których posługa pośrednio wywodzi się z tego dnia właśnie. To na tej wieczerzy Chrystus mówi o przykazaniu miłości, i to tu śpiewamy hymn Apostołowie związani węzłem Miłości. Tak, jesteśmy związani ze sobą, bo poprzez przyjęcie Eucharystii: tej samej, i w tej samej wierze, stajemy się członkami tego samego Ciała. Też ta świadomość, że to pierwsza Liturgia z konsekracją w zwykły dzień tygodnia od początku postu… Moje sugestie:

1. Najważniejsza sprawa to oczywiście pora tego nabożeństwa. Poranna ani nie jest kanoniczna, ani dobra dla ludzi (praca, szkoła). Już jakby była o piętnastej, to byłoby dobrze! O szesnastej tym lepiej. Siedemnasta też dobra, choć może być problematyczna przez Strasti, ale i to „da się zorganizować”. Mistyczna Wieczerza była wieczorem. Zobaczmy, jak słowa Ewangelii, będące kontynuacją tych, co wcześniej przytoczyłam, brzmią inaczej, jeśli jutrznia wielkoczwartkowa jest rano, a Liturgia popołudniu/wieczorem: Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu. Przygotowywaliśmy się do spożycia Paschy przez cały dzień, Którą – jak na nowo sobie uświadamiamy – jest sam Chrystus, a nie symbol, i teraz w Niej uczestniczymy. To początek najważniejszego etapu drogi PRZECHODZENIA z Chrystusem, owego Triduum Paschalnego. Odczuwamy, że to wieczerza, z całym dramatem nadchodzącej nocy, dramatem pewnej „ostatniości”: Chrystus ostatni raz z bliskimi, ostatni raz je, wygłasza ostatnie pouczenia… Rano tego nie odczujemy – a przynajmniej nie tak mocno. Też pomyślmy o hymnie Pogodna Światłości (cs. Swiete Tihij) – to przecież ostatni ziemski zachód słońca dla… Słońca Sprawiedliwości, tj. Chrystusa. Jak ten hymn wymownie brzmi wieczorem, a nie przedpołudniem…

2. Śpiew – o ile pewne hymny mają ustalony tutaj śpiew, to jednak elementy stałe Boskiej Liturgii, jak np. ektenie czy alleluja przed Ewangelią, można zaśpiewać na inne niż w przeciągu roku melodie; wiem, że gdzieniegdzie tak się dzieje, np. w monasterze św. Elżbiety w Mińsku, by nie przytaczać tylko orientalnych albo amerykańskich przykładów. Marzy mi się – choć to może już przesada – by choć fragment psalmu 103, miast zarecytowany, był zaśpiewany w aranżacji na Ubi Caritas (zachodni wielkoczwartkowy hymn), jak do psalmu 102 zrobił to ukraiński władyka Jonatan. Ale to może już zbyt moje własne wizje 😉 Istnieje też problem, co śpiewać na tzw. zapriczastiu – można albo spróbować różne warianty melodyczne hymnu Mistycznej Twej Wieczerzy (cs. Wieczeri Twojeja Tajnyna), choć ten będzie śpiewany przecież też w trakcie udzielania Eucharystii (co jest charakterystyczne tylko dla tej Liturgii), więc można też np. zaśpiewać jeszcze troparion Wielkiego Czwartku i jego kanon, albo czytać Modlitwy przed Eucharystią.

3. Ewangelia – jedna z najdłuższych w ciągu roku, a może i najdłuższa. Jedna z dwóch (obok wieczerni Wielkiego Piątku), że składa się z relacji różnych ewangelistów, które połączono i ułożono chronologicznie dla wiernego oddania wydarzeń. Albo ta Ewangelia powinna być przeczytana w cerkiewnosłowiańskim jak najwyraźniej – i dobrze, by wierni mieli wtedy w ręku polski tekst, ja np. tak robię – albo wręcz po polsku.

4. Kazanie – może to ja mam pecha, a po części to mój świadomy wybór z innych powodów, w każdym razie że jak idę do soboru metropolitarnego – miast własnej parafii – na tę Liturgię, to narażam się na kazanie po rosyjsku, którego nie rozumiem, ale skoro i dla kaznodziei nie jest to rodzimy język, to głębokich treści w nim siłą rzeczy nie wygłosi – a może i tak, ale to bardzo trudne. Tymczasem ten dzień, właściwie wieczór – to jeden z najlepszych, najbardziej obfitych i poruszających materiałów na kazanie w przeciągu całego roku. I który może otrząsnąć wiernych w sprawie np. Eucharystii: zarówno częstotliwości, jak i „jakości” przystępowania, choćby w nawiązaniu do listu apostoła Pawła czytanego na tej Liturgii. Ale też może mówić o potrzebie modlitwy w zabieganym świecie. O przyjaciołach-zdrajcach. O pokorze. O jedności. O prawdziwej Miłości. O przygotowawczej roli Starego Testamentu odnośnie Nowego. Czym jest Liturgia. Znaczenie chleba i wina. Skąd to obmycie nóg. O wielu sprawach. Cóż, byłam nie raz na katolickiej Liturgii Wielkiego Czwartku, i to właśnie z tych do dziś pamiętam kilka kazań.

5. Anafora Eucharystyczna (Kanon Eucharystyczny) – w wielu parafiach na świecie kapłan czyta ją na głos, w większości polskich cerkwi po cichu. Ale przecież to jest Ten Dzień, nie bez przyczyny jest to jedna z 10 okazji w ciągu roku, kiedy sprawuje się Liturgię św. Bazylego Wielkiego. W tej anaforze jest opisana cała starotestamentowa droga do tej Wiecznej i Doskonałej Ofiary, jaką jest Eucharystia. Jak wyjątkowo tego wieczoru (wieczoru właśnie!) jest usłyszeć to na Liturgii: Chcąc bowiem odejść na dobrowolną, chwalebną i życiodajną Swoją śmierć, w noc, w której wydał Samego Siebie za życie świata, wziął chleb w Swoje święte i przeczyste ręce, okazał Tobie, Bogu i Ojcu, dzięki składał, błogosławił, uświęcił, łamał, dał swoim świętym uczniom i Apostołom mówiąc: Bierzcie, jedzcie, to jest Ciało moje, które za was jest łamane na odpuszczenie grzechów. Tego dnia w katolickich parafiach również jest stosowana rozbudowana Anafora Eucharystyczna, mówiąca o starotestamentowych praobrazach, w i której nawet dodaje się „to jest dzisiaj” do słów „w noc, w którą został wydany”. Ale nasi wierni tych tekstów nie słyszą – nawet jeśli w danym miejscu na każdej Liturgii są one czytane po cichu, to myślę, że tego jednego dnia one mogą rozbrzmieć głośno.

6. Obrzęd obmycia nóg – w Triodzie Postnej w komentarzu jest wyraźnie napisane, że tuż po Liturgii ma miejsce obrzęd obmycia nóg, tak jak przewiduje to ustaw. Nie ma tu wyrażenia „tylko w katedrach” czy „tylko w wybranych katedrach”. Hymny również wzywają: Umyjmy sobie wzajemnie nogi! Wreszcie, sam Chrystus mówi nie tylko metaforycznie, ale i dosłownie: Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem. Oczywiście, ryt z biskupem jest bardziej rozbudowany, i nieco różny – m. in. umywa nogi 12 kapłanom. W wersji monasterskiej 12 mnichom. W wersji parafialnej: 12 mężczyznom, aczkolwiek może to być też 12 dzieci.

Rumunia:

dscn1010

To nie jest tylko symbol! To jest coś bardzo wymownego i realnego, i pouczającego. To powinna być norma w parafiach, a nie „atrakcja” w raptem 2 katedrach w 38milionowym kraju. Czytałam rozważania pewnego prawosławnego amerykańskiego kapłana, w którym się żalił, że w wielu parafiach tego obrzędu nie ma (choć to zależy od kraju – w Rumunii wydaje się być on wszędzie, proponuję wpisać w Youtube „spălării picioarelor în Joia Mare” i samemu się przekonać), i zastanawiał się, czy aby tak się nie dzieje w wyniku braku pokory wśród nas. Pragnę też zauważyć, iż tyle zarzucamy katolikom, ale jednak oni ten obrzęd zachowali, właściwie wszędzie.
Co więcej, to jest ostatni akord tej Liturgii, po którym jest rozesłanie, jednak jakby się czuje – i to charakterystyczne dla wszystkich tradycji, wschodnich i zachodnich – że ta Liturgia nie ma typowego zakończenia, czy że wręcz ogółem go nie ma. Bo faktycznie, niedługo potem wrócimy, już do Ogrodu Oliwnego, by iść z Chrystusem w Jego ostatniej drodze. I mimo niewłaściwej pory, i tak zawsze mnie porusza jak najpierw kapłan sprawujący obrzęd obmycia nóg pyta słowami Chrystusa: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? I jak potem zostają te puste krzesła w cerkwi, które przed chwilą służyły do tego obrzędu… Opuszczamy Wieczernik, i nie wrócimy tu na pewien czas – a jak wrócimy, to w zupełnie innej rzeczywistości przecież. Tu się rzuca ta ostatniość, że Chrystus wyrusza do Ojca, spełnić rzeczy przygotowane od zawsze.

Grecja:

niptiras-11.jpg

POMIĘDZY LITURGIĄ A JUTRZNIĄ WIELKIEGO PIĄTKU
Dopiero po Liturgii możemy zjeść. W Wielki Czwartek nawet na oleju. I jednocześnie powinien być to ostatni posiłek do paschalnego śniadania, a konkretniej do „porannego piania koguta w Wielką Niedzielę” – jeśli, rzecz jasna, ktoś jest w stanie to zrobić. Oczywiście, jeśli Liturgia wielkoczwartkowa jest popołudniu/wieczorem, to pozostaje mało czasu do Jutrzni Wielkiego Piątku. Są tu dwa rozwiązania, obydwa praktykowane w świecie:
1. Liturgia Wielkiego Czwartku sprawowana popołudniu, ale nie bardzo późno; początek Jutrzni Wielkiego Piątku o 19, 20 lub 21; można by i później, ale rozumiem że nie każdy lubi nocne powroty; inna sprawa, że w noc z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę jedziemy w środku nocy na jutrznię wielkosobotnią, która akurat w wielu miejscach jest sprawowana o właściwiej porze: w nocy/nad ranem, no i Paschalna Noc – sami wiemy…;) Jednak najpóźniej – i to absolutnie – może zacząć się o 23, bo jej pierwsza część (która ze skrótami trwa godzinę) jest jeszcze wielkoczwartkowa.

2. Wierni nie opuszczają parafii po Liturgii Wielkiego Czwartku, lecz idą na wspólną agapę, a potem wracają do cerkwi na Jutrznię Wielkiego Piątku. Minus jest właściwie jeden, choć dla niektórych duży: to oznacza jakieś sześć godzin spędzonych na parafii. Z drugiej strony – od tego wieczoru rozpoczynają się wydarzenia będące centrum i podstawą naszej prawosławnej wiary! Plus rozwiązania jest taki, że wierni nie muszą jeździć/chodzić „wte i wewte”, a agapa jest przedłużeniem tego sojuzom lubwie: związani węzłem Miłości; w końcu słowo „agapa” oznacza „wieczerza miłości”. Przecież na parafiach i tak bywają agapy po Liturgiach i/lub coffee hour, jak każdy by coś przyniósł (pierogi, falafelki, sałatkę), to by się szybko zjadło, i tyle. Dodatkowa zaleta jest taka, że w międzyczasie może być – niejako w tle, jak to bywa w monasterach na posiłkach – przeczytane powieczerze. Ma ono piękne teksty już o Nocy Getsemanii, to świetny łącznik pomiędzy Liturgią Wielkiego Czwartku a Jutrznią Wielkiego Piątku. Ponadto w pewien sposób każde inne powieczerze wywodzi się właśnie z tej nocy, z tego powieczerza: późnego modlitewnego czuwania w Ogrójcu.

JUTRZNIA WIELKIEGO PIĄTKU – POCZĄTEK
Właściwie, jeśli przesunąć ją by na nieco późniejszą godzinę, i uświadomić wiernym prawdziwą treść tego nabożeństwa, nie potrzebuje ono wielu poprawek w praktyce, bo parafie raczej się do niego przykładają. Jedyne, co w polskich parafiach nie jest stosowane oprócz należytej pory, to kwestia ikony Mistycznej Wieczerzy i wyniesienia Krzyża, o czym wspomniałam wyżej.

PODSUMOWUJĄC
Czy nie stać nas, jako Cerkwi autokefalicznej, istniejącej na tych terenach od tysiąca lat, by choć jedna parafia w kilku większych ośrodkach (minimum Warszawa, Białystok), plus monastery, miała właściwy – lub choćby zbliżony – porządek nabożeństw Wielkiego Czwartku i Wielkiego Tygodnia ogółem?… Zwłaszcza, że w naszych polskich parafiach prawosławnych w Brazylii (jak patrzyłam jeszcze jakiś czas temu na rozpiski, teraz nie wiem) porządek jest normalny – i pory, i obrzęd umycia nóg… Już od dawna wydaje mi się, że niewłaściwe podejście do Wielkiego Czwartku jest jedną z przyczyn problemów z częstotliwością Eucharystii wiernych i poczucia wspólnotowości – w skali Cerkwi powszechnej, lokalnej aż wreszcie parafialnej. Paschy Krzyżowej nie można odedrzeć z Wielkiego Czwartku, bo to Tego Dnia Chrystus już wydaje Swoje Ciało – w Eucharystii, jak i na pojmanie…

Reklamy

Jeden komentarz na temat “By Wielki Czwartek był prawdziwie wielkim (felieton)”

  1. Mysle ze duzo masz racji w swoich przemysleniach. Najbardziej chcialbym aby kazde swieta nas przemienialy i aby kazdy byl na nowo zrodzony przez swieta.
    Druga rzecz zycze wszystkim glebokiej wiary takiej jaka mial Jezus On sie dzielil nia z wszystkimi Dzisiaj ksiezy ojcow popow to tylko widac w kosciolach a na rogach ulic swiadkowie jehowi. Ks abp Krajewski powiedzial pieknie ze im wiecej ubostwa u proboszcza to tym wiecej bogactwa w parafii. Duszpasterz nadaje ton i klimat wspolnocie.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s