Ekumenizm – czy może być drogą do Domu Ojca?

Wieczorne nabożeństwo w anglikańskim kościele św. Marka w Denver w stanie Colorado w USA, w trakcie którego 48 osób przyjmuje konfirmację z rąk swojego, anglikańskiego biskupa. Jednak na nabożeństwie obecny jest jeszcze jeden biskup, prawosławny. Przyjęty w sposób uroczysty. Co więcej, ten prawosławny biskup wygłasza przemowę, a na końcu nawet udziela błogosławieństwa owym 48 konfirmowanym. Wielu może krzyknąć: zgroza! Zdrajca ortodoksji! Modlił się z heretykami, w ich świątyni, nawet udzielił im – niegodnym – błogosławieństwa, i miast katechizować swoją owczarnię, zmarnował czas na ludzi spoza Cerkwi Chrystusowej.

ChomikImagegff

Sama przeczytałam informację o tym z mieszanymi uczuciami. Ale potem zaczęłam się zastanawiać, to co znaczy „ekumenizm” w rozumieniu prawosławnym? Samo słowo „ekumenizm” pochodzi z greki, oznacza obszar zamieszkany; w arabskim to pojęcie funkcjonuje jako maskūnijja, które ma to samo znaczenie.

Jesteśmy u progu drugiej niedzieli Przedpościa, czyli Niedzieli o Synu Marnotrawnym, po arabsku zwanej Niedzielą o Synu Zagubionym. Ów syn znajduje się daleko od ojcowskiego domu, błąka się po świecie, grzeszy, a przez to wszystko cierpi. Jednak w pewnym momencie, gdy już jest z nim bardzo źle, przypomina mu się ów ojcowski dom, i postanawia do niego wrócić, gdzie zostaje przyjęty.

Zatem, mamy ekumenizm, czyli osiedle, obszar zamieszkały przez chrześcijan.. Jest w nim jeden Ojcowski Dom („dom” po grecku to „ikos”), czyli Cerkiew prawosławna (greckie słowo Ekklesia i zapożyczone z niego po łacinie Ecclesia oznacza Cerkiew/Kościół, w pierwotnym sensie: budynek, wspólnotę). Inne domy, czyli Kościoły nie-prawosławne, znajdują się na tym obszarze bliżej lub dalej od Ojcowskiego Domu, bardziej lub mniej go przypominają, ale nim nie są. Ojcowski Dom był pierwszy na osiedlu, i na przestrzeni lat powstawały w nim kolejne pokoje, ściśle połączone ze sobą – tzn. Kościoły lokalne, autokefaliczne i autonomiczne. Jednak, jednocześnie, z biegiem czasu część mieszkańców Ojcowskiego Domu zaczęła się z niego wyprowadzać, myśląc, że stworzy coś lepszego, albo że gdzie indziej może być lepiej, zachowując się niczym Syn Marnotrawny/Zagubiony – to różne inne Kościoły, które zaczęły się odłączać od Kościoła pierwotnego, tj. prawosławnego. Potem w tych nowych domach zaczęły się rodzić kolejne pokolenia, niektóre przez bliskość Ojcowskiego Domu bardziej o nim pamiętające, a niektóre prawie o nim zapominające, albo, przez odległość, nawet nie wiedzące, że ów Ojcowski Dom istnieje. A niektórzy nawet zaczęli opuszczać te inne domy, tworząc kolejne, nowsze – to np. wspomniani anglikanie, którzy odłączyli się od Kościoła rzymskokatolickiego, który z kolei oddzielił się od Kościoła prawosławnego.

Budynek Ojcowskiego Domu, czyli cerkiew, jest otwarta na innych, nawet na tych spoza osiedla (czyt. nie-chrześcijan). Odwiedzają go, wiedzeni dochodzącymi z niego dźwiękami muzyki (czyt. muzyka cerkiewna), zapachem (czyt. kadzidło), padającymi w nim słowami w ramach przemów (czyt. kazania) czy dyskusji (czyt. spotkania politurgiczne, wykłady). Nie-prawosławni odwiedzają Ojcowski Dom, ale są tylko gośćmi, nie mają udziału w jego codzienności ani tym bardziej w jego ucztach (czyt. Eucharystia i inne Sakramenty), choć coś z nich dostają (czyt. np. prosforę). Nie mają zażyłej relacji z Gospodarzem-Ojcem, by wpaść w Jego objęcia. Jednak zaczynają coraz częściej odwiedzać ten Dom, a także zasięgać opinii „na mieście” o tym Domu i jego mieszkańcach, w tym Ojcu. Nawiązują też relacje z mieszkańcami Domu, tj. prawosławnymi chrześcijanami.. Wreszcie, na tej drodze poszukiwań i poznawania, może nawet część z nich poznaje, że tu faktycznie żyje Ojciec, i pragnie w tym Domu zamieszkać– stać się członkami Cerkwi prawosławnej. I tak się w niektórych przypadkach dzieje.

Taka realizacja sławetnych słów Przyjdź i zobacz!, które padają w Ewangelii czytanej w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu, czyli… Niedzielę Tryumfu Ortodoksji.

No dobrze, a co zrobić, gdy nas, prawosławnych, zapraszają inni do swoich domów na tym zamieszkałym obszarze, osiedlu? Po pierwsze, ucieszyć się, że nas zauważano, że mamy możliwość dać świadectwo. Po drugie, nie wpadać w objęcia innych ani nie żywić się pokarmem innym spoza Ojcowskiego Stołu, jak to uczynił Syn Zagubiony, nim wrócił do Domu Ojca. To znaczy: nie poddać się żadnym kompromisom, nie wyrzec się wiary, nie mieć udziału w żadnych sakramentach sprawowanych poza Ojcowskim Domem. Można jednak przysłuchać się muzyce i przemowom w tym innym domu, albo zasięgnąć wcześniej wiedzy o tymże domu, by potem w ramach dyskusji z jego mieszkańcami wiedzieć, jaki jest ich tok myślenia, jak pokazać, że nie są oni w prawdziwym Domu Ojca, a tylko w pewnej odległości od niego. Nie można jednak za często bywać w tych innych domach, by nie ulec pokusie towarzystwa, tej innej muzyki czy innego jedzenia, które mogą wydać się lepsze.
I przede wszystkim: pokazać całym sobą, swoimi nie tylko słowami, ale czynami i zachowaniem, czy to w odwiedzinach, czy chodząc po obszarze zamieszkanym-osiedlu, a nawet poza nim, co daje życie w Ojcowskim Domu, czyli bycie aktywnym, prawdziwym członkiem Cerkwi Chrystusowej. Tak możemy zasiać ziarno u innych. I może oni, jak ten Zagubiony Syn, wspomną w pewnym momencie swej tułaczki, albo pobytu w innym domu czy innych domach, że jest taki Dom, gdzie jest Miłosierny Ojciec, i gdzie jego mieszkańcy stanowią jedną wielką rodzinę (czyt. w Cerkwi Chrystusowej wszyscy jesteśmy braćmi i siostrami), i choć każdy ma swoje słabości i namiętności, to warto żyć w tym Domu, razem o niego dbać, razem walczyć ze swoimi grzechami. Bo nikt nie zbawia się sam.

 

Owym biskupem, który przybył na konfirmację w anglikańskim kościele św. Marka w Denver był święty Tichon, późniejszy patriarcha moskiewski, obrońca wiary w dobie bolszewizmu, wyznawca Cerkwi prawosławnej. Natomiast owa parafia św. Marka, 87 lat po wizycie biskupa Tichona, jako cała wspólnota przyjęła Prawosławie, i zachowując anglikański ryt, z pewnymi korektami na rzecz ortodoksji, stała się częścią Patriarchatu Antiocheńskiego w Ameryce Północnej. Zasiane ziarno, choć późno, dało konkretny owoc. Wspólnota, mając do czynienia z ważnym przedstawicielem Ojcowskiego Domu, przez jego postawę, otwartość i przyjaźń, dobrowolnie wpadła w Ojcowskie objęcia. Jednocześnie nie zanegowała zupełnie swoich doświadczeń nabytych w trakcie tułaczki i lat poszukiwań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s